Nathalie and the Loners – „Go, Dare”

natalia02

Nathalie and The Loners (fot. Antek Opolski)

Jeśli ktoś umie pisać piosenki i w dodatku sensownie je wykonać, to nieważne, czy jest to Tom Waits, PJ Harvey, Tori Amos, czy Bon Iver. Ogólna muzyczna wrażliwość nie znosi podziału na płeć. Ktoś jest bardziej słodki, ktoś inny bardziej neurotyczny, tragiczny czy melancholijny i nieistotne czy to kobieta z gitarą, czy facet z akordeonem” – tłumaczy Natalia Fiedorczuk, wcześniej znana z Happy Pills i Orchid pytana o inspiracje na swej nowej, autorskiej płycie, która ukaże się już 02 listopada. Debiutancki album jej nowego projektu Nathalie and the Loners – „Go, Dare” to dwanaście niezwykle intymnych, kameralnych, nieco „przybrudzonych” a przy tym melodyjnych piosenek. W ich nagrywaniu pomagał jej Piotr Maciejewski (Muchy, Drivealone), który odpowiada za produkcje albumu, gra na gitarze i czasem wspiera ją wokalnie. Natalia oprocz tego, że świetnie śpiewa i gra na pianinie, sama stworzyła też wszystkie  kompozycje i napisała teksty. Singiel „F.or Love” już na Myspace. Poniżej Natalia wspomina, jak zrodziła się idea Nathalie and the Loners, opowiada o współpracy z Piotrem Maciejewskim i tłumaczy sekrety sztuki pisania piosenek.

współpraca z Piotrem Maciejewskim

Jakiś czas temu, kiedy nie myślałam nawet, że „Go Dare” się ukaże, usłyszałam w internecie kawałki Piotrka jako Drivealone. Kojarzyłam go z zespołu Muchy, ale to co usłyszałam wtedy totalnie mnie ruszyło. Pomyślałam, że jest to niesamowicie świadoma muzycznie osoba, taki człowiek-orkiestra, i że chciałabym kiedyś z kimś takim współpracować. Znalazłam wiele punktów stycznych między moim materiałem solowym a jego Drivealone.  Poza tym zaimponowały mi jego producenckie umiejętności- potrafił to, czego ja sama nie umiałam:) Minęło trochę czasu i zagrałam pierwszy koncert, na którym zaprosiłam Piotrka jako gościa na scenę. Od tej chwili było już całkowicie jasne, że tą płytę zrobimy razem. Płytę nagraliśmy w kwietniu tego roku. Jej rejestracja zajęła tydzień. Nagrywaliśmy wszystko w moim mieszkaniu i sali prób – po to, żeby podkreślić, zamanifestować jej lo-fi’owy, dyskretny charakter. Pracowało się nam szybko, dobrze i zgodnie, może dlatego, że mamy podobny pogląd na muzykę, a w kwestiach umiejętności, zdolności i możliwości jakoś się dopełniamy. Piotrek jest w stanie zagrać dosłownie na wszystkim, ja mam pewne ograniczenia, i niektóre rozwiązania nie przyszłyby mi do głowy, bo zwyczajnie nie umiałabym ich dobrze wykonać. Maciejewski np. nagrał na mojej płycie kilka naprawdę genialnych gitarowych zagrywek, bez których nie wyobrażam sobie tych numerów teraz.

płyta autorska

Wszystkie piosenki napisałam sama i wstępnie zaaranżowałam na  „demówkach”, które przed nagrywaniem dostał Piotr. Działałam raczej intuicyjnie w kwestii użytych instrumentów, starając się utrzymać klarowność wypowiedzi. Są na płycie kawałki całkowicie akustyczne, są też takie dość „przywalone”. Piosenki chyba mocno się od siebie różnią, ale spina to  klamrą wokal, który snuje przez całą płytę jakąś swoją opowieść. Te utwory można zagrać na tysiąc sposobów i to jest taka moja recepta na songwriting, bez spinania się, że to ma być indie pop, musical, blues czy smutna singerka z pianinem / gitarą. Uważam że jest to bardzo autorskie podejście. Pewnie nie byłoby to możliwe w przypadku zespołu, który jako grupa ludzi tworzy muzykę, która nieraz jest fantastyczna, ale powstaje w wyniku kompromisu.

„babska” muzyka

Nie odwołuję się do klasyki kobiecego śpiewania, chociaż pewnie takie konotacje będą przywoływane. Jeśli ktoś umie pisać piosenki i w dodatku sensownie je wykonać, to nieważne, czy jest to Tom Waits, PJ Harvey, Tori Amos, czy Bon Iver. Ogólna muzyczna wrażliwość nie znosi podziału na płeć. Ktoś tam jest bardziej słodki, ktoś bardziej neurotyczny, tragiczny czy melancholijny i nieistotne czy to kobieta z gitarą, czy facet z akordeonem. Ogólnie rzecz biorąc w Polsce nie ma zbyt wielu ludzi, którzy byliby w stanie zaryzykować taki rodzaj odsłonięcia się przed publicznością i krytyką, jakim jest zrobienie tak intymnego intymnego, autorskiego albumu. To granie dość ryzykowne, bo nie studyjnie odpicowane, tylko z elementem jakiejś prawdy, zawahania, załamania głosu, albo rytmu. Nieważne, czy to kobieta, czy mężczyzna, prawda? moim zdaniem artystyczna odwaga nie przekłada się na płeć – ktoś jest wrażliwy albo nie, ma odbiorców, albo ich nie ma, w końcu: jest prawdziwy, albo sztuczny.

Editors3

Reklamy

Witamy na stronach bloga Ampersand Records.

Artyści

Twilite
Bad Light District
Hatifnats
Shame On You
George Dorn Screams
Drivealone
Tempfolder
Bartek Maik
Nathalie and The Loners
Popf

Trasy koncertowe


Bieżące wydawnictwa

Oto nasze ostatnie wydawnictwa. Pełną listę albumów wydanych przez Ampersand Records znajdziesz w zakłace Katalog.

Indigo Tree

"Lullabies of Love and Death" (d15)

Hatifnats

"Before It Is Too Late" (d14)

Bad Light District

"Simplifications" (d13)

NP

"Napszykłat" (d12)

George Dorn Screams

"O'Malley's Bar" (d11)

Drivealone

"Thrity Heart Attacks A Day" (d10)

Tempfolder

"Empty Bottles and The Dolphins" (d09)

Archiwum

Blimp
Silver Rocket
Ścianka
Kristen
Indigo Tree
Napszykłat

%d blogerów lubi to: